Fotosceny - norweska sesja ślubna w Rzymie
  • Tomasz Budzyński

Beate & Rolf w Rzymie

Sesja ślubna > Rzym (Rome)


Sesje ślubne są zazwyczaj ujęte w standardowe ramy. Czasem zdarza się jednak tak, że scenariusz wydarzeń jest zaplanowany z dala od utartych ścieżek, stając się odmiennym i bardzo oryginalnym.

Beate i Rolf to para Norwegów, którym miałem przyjemność towarzyszyć w dniu ich ślubu w Rzymie. Wcześniej omówiliśmy sobie jaki mają plan i pomysły na ten dzień i okazało się, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik i wystarczy realizować ;) . W dniu sesji spotkaliśmy się o umówionej porze, nieopodal fontanny Di Trevi - w hotelu, w którym mieszkali. Tutaj poznałem całą rodzinę państwa młodych, bo okazało się, że przybyli do Rzymu z dużą garścią najbliższych, którzy mieli nam towarzyszyć przez cały dzień. Bardzo mili i piękni ludzie, do tego wszyscy, niezależnie od wieku, świetnie mówiący po angielsku, więc w komunikacji nie było najmniejszego problemu.

Z hotelu, krótkim spacerem idziemy do taksówek, które wiozą nas do ambasady Królestwa Norwegii. Docieramy trochę przed czasem, więc jest dobra okazja na poznanie się z każdym i pierwsze ujęcia rodziny. Wszyscy bardzo weseli i radośni, z ciągłym uśmiechem na twarzach, więc zdjęcia takie jakie najbardziej lubię - naturalne i niepozowane. Ceremonia przebiega szybko, oświetlenie dość trudne - miesza się kilka źródeł światła o różnych temperaturach, no i muszę wspomagać się lampą. Uśmiechy, pocałunki, życzenia, łzy... Ceremonia kończy się życzeniami i krótką sesją w ogrodzie ambasady.

Z ambasady jedziemy do "Vino Roma" - to studio degustacji, świetne miejsce dla koneserów wina, gdzie w sposób niezwykle fachowy prowadzona jest degustacja tego trunku, przy akompaniamencie świetnych serów i wędlin. Pani sommelier cierpliwie wprowadza gości w tajniki, przedstawiając wszelkie niuanse związane z piciem wina. Całość rozpoczyna się od wybitnego Prosecco, jednak gościom nieprędko przyjdzie możliwość pierwszego łyku, bo najpierw jeszcze kilka ciekawych etapów.

Okazuje się, że butelkę Prosecco, w odróżnieniu od innych win białych i czerwonych, należy przed otwarciem obrócić do góry dnem, aby drożdże zawarte w płynie rozpłynęły się w miarę równomiernie po całej butelce. Co ciekawe, słynny francuski szampan nie wymaga takiego zabiegu, bo specjalna, wyrafinowana faza w jego produkcji, powoduje usunięcie z płynu niemal wszystkich drożdży - w wymyślny sposób drożdże zamraża się ciekłym tlenem i usuwa z butelki.

Po otwarciu i nalaniu wina do kieliszków, pora na krótką lekcję trzymania tych naczyń w dłoni - bardzo popularnym błędem jest trzymanie kieliszka za czaszę (sposób bardzo filmowy) co doprowadza do szybkiego ogrzania wina i utratę części jego właściwości. Poprawnie należy kieliszek trzymać za nóżkę - u samej nasady czaszy kieliszka.

Teraz pora na obserwację powierzchni kieliszka i zawartości - kolor płynu, stopień i szybkość uwalniania musujących bąbelków, stopień oszronienia kieliszka - wszystko to jest istotne i podlega oddzielnej ocenie.

Kolejna faza to sprawdzenie aromatu i poszukiwanie zapachów - czy więcej jest nuty jabłek, gruszek, a może brzoskwiń, cytryny, melona lub świeżych kwiatów? To bardzo wyrafinowany etap, którego żaden koneser nie przepuści.

Uff.. No i dopiero teraz można sprawdzić smak. I pomyśleć, że w kolejce na degustację czekają jeszcze znakomite wina czerwone i białe.

Przy tej okazji pani sommelier opowiada o kulturze i sposobie picia wina przez Włochów - podobnie jak w innych krajach z głęboką tradycją produkcji wina - ten płyn najczęściej pije się w połączeniu z posiłkiem lub chociaż przekąską, właśnie po to, aby zbyt szybko nie trafił do głowy ;) Pora więc na dodatek do degustacji - na stole pojawiają się wędliny i sery.

Dla mnie to dobry moment, na chwilę przerwy w zdjęciach - wracam więc do hotelu, przebieram się w bardziej luźny, roboczy strój, zabieram więcej sprzętu na różne okazje i po godzinie powracam do gości, aby towarzyszyć im w kolejnej atrakcji dnia.

Jest nią spotkanie z przewodnikiem, który ma zaprowadzić gości w kilka ciekawych miejsc Rzymu. Przewodnik jedyny w swoim rodzaju - Norweg, dziennikarz, który w Rzymie spędził ponad trzydzieści lat. Naturą rzeczy rozbrzmiewa więc język norweski i ja niestety nie rozumiem ani słowa. Patrząc po zaciekawionych twarzach gości, opowieści muszą być niezwykle interesujące. I faktycznie, po każdej z nich Rolf robi mi skrót w języku angielskim - bardzo miły i ciepły gest, niezwykli ludzie. Jednym z miejsc, w które prowadzi nas przewodnik jest sklep "Gamarelli" przy Via S. Chiara 34, z odzieżą, butami i akcesoriami - przeznaczony dla papieży. Ciekawostką jest, że w czasie wyboru nowego papieża przygotowywany jest dla niego strój - jakkolwiek, ponieważ nie wiadomo z wyprzedzeniem kto nim zostanie i jaki rozmiar ubrań będzie potrzebny, ubrania szyte są w trzech egzemplarzach - każdy w różnym rozmiarze, aby potem ten wymagany dostępny był od ręki. Do chwili przeniesienia gotowych szat do Watykanu można je jeszcze oglądać na wystawie sklepu.

Jest już dawno po zmroku, gdy kończy się spotkanie z przewodnikiem. Ostatnim punktem, do którego zmierzamy jest hotel Hassler przy Piazza di Spagna, na samym szczycie Schodów Hiszpańskich, gdzie odbędzie się uroczysta kolacja. Goście witani są kieliszkami znakomitego Prosecco, serwowane są wyrafinowane przekąski, lód chłodzi butelki białego "Chardonnay Friuli Colli Orientali", w pełnej gotowości prezentują się czerwone "Brunello di Montalcino". No i nie odmawiam poczęstunku, gdy po raz kolejny ktoś z rodziny podchodzi do mnie i zaprasza do korzystania.

Tuż przed kolacją, Beate rozsadza indywidualnie każdego z gości przy stole, a gdy wszyscy mają już swoje miejsca, rozpoczyna przemowę. I szkoda tylko, że nie znam języka norweskiego, bo atmosfera robi się niezwykła.

A czy wiecie już na czym polega niezwykłość całej tej sesji w Rzymie? ;)


#sesjaslubna #plenerslubny #mlodapara #rzym #rome #roma #italia #fotosceny #vinoroma #hasslerroma





0 wyświetlenia